POWRÓT

Zalety bycia „guiri”

O życiu na wygnaniu można traktować na różne sposoby. Z jednej strony pogoń za lepszym jutrem, z drugiej tęsknota za ojczyzną i rodziną. Mnie dłuższej niż wakacyjnej rozłąki z Polską doświadczyć „udało się” swego czasu podczas rocznego pobytu w Madrycie. Bycie cudzoziemcem nieraz przynosi jednak pewne korzyści. Jaka może być przewaga Polaka/obcokrajowca mieszkającego w Hiszpanii nad Hiszpanem z krwi i kości? Wybrałem kilka aspektów, które w moim odczuciu powinny odpowiedzieć na to pytanie w nieco szerszy sposób niż „można więcej zarobić” czy też „można poznać nową kulturę”.

Typy cudzoziemców
Hiszpanie mają na tyle specyficzną urodę, że obcokrajowca poznaje się tutaj na kilometr. Niemal niemożliwym jest, by ktoś przybysza pomylił z kompatriotą. Klas cudzoziemców jest kilka. Najbliższa hiszpańskiemu oryginałowi jest ta pochodzenia latynoamerykańskiego, których nazywa się tu po prostu latinos lub, dużo bardziej pejoratywnie, panchitos czy sudacas. Murzyni i Azjaci raczej nie doczekali się żadnego wymyślnego określenia, ochrzczono ich najzwyczajniej w świecie mianem negros i chinos. Ja należę do ostatniej grupy – guiris. Kim jest guiri? Najprościej – jest to człowiek, który nie należy do żadnej z wymienionych wyżej grup. Tak więc guiri może być Anglik, Rosjanin, Niemiec, Francuz, Polak czy też obywatel Stanów Zjednoczonych. Samo słowo można by przetłumaczyć w najlepszy sposób jako „turysta”. Nie jest to jednak określenie nacechowane negatywnie, to jedynie potoczny zwrot w założeniu niemający na celu obrażania ludzi spoza ojczyzny Cervantesa.

Święty spokój
Bycie guiri niewątpliwie ma swoje zalety. Jak już wspomniałem, nikt nie weźmie cię tutaj za Hiszpana (co oczywiście nie oznacza, że nie znajdziesz ani jednego blondyna czy blondynki. Tak czy inaczej różnica jest zauważalna). Możesz cieszyć się pełnym spokojem, na ulicy nie zaczepi cię żaden z bojowników o lepszą przyszłość. Żaden grinpis, żaden ruch wyzwolenia, nikt nie będzie latał za tobą, żebyś coś podpisał. Wyjątkami są naganiacze z nocnych klubów. Dlaczego tak się dzieje? Już tłumaczę…

Język
A więc dzieje się tak dlatego, że z założenia guiri pewnie nie mówi po hiszpańsku. Takie rozumowanie wydaje się całkiem sensowne, ponieważ Hiszpanie na naukę języków obcych są dość odporni. Wolą odpuścić niż podejść i zacząć dukać po angielsku. Nie mają językowych zdolności, więc reszta świata najprawdopodobniej też ich nie ma. Niezbyt skomplikowany jest ten schemat myślowy, ale uważam, że hiszpańska logika ogólnie nie należy do najbardziej złożonych.

Hablas muy bien el castellano, czyli „Bardzo dobrze mówisz po kastylijsku”. Tak, właśnie po kastylijsku. Wersja „po hiszpańsku” w Madrycie według moich obserwacji jest używana znacznie rzadziej. Czasami wystarczy, że powiesz dwa zdania, a już możesz usłyszeć, że mówisz bardzo dobrze. Nie musisz błyszczeć czasami przeszłymi, zdaniami warunkowymi czy trybem łączącym. I tak Hablas muy bien el castellano. Jeśli prezentujesz wyższy poziom zaawansowania czasami nawet ktoś może stwierdzić, że posługujesz się ich językiem lepiej niż niektórzy Hiszpanie z pobliskich miejscowości. Niezależnie od tego czy podobne słowa to tylko kurtuazyjne bajki, mogą być one bardzo budujące dla ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z hiszpańskim. Nikt nie powie ci tutaj, że czegoś nie umiesz. To naprawdę stanowi sporą motywację, nawet jeśli o pochwały czasami, patrząc obiektywnie, jest zbyt łatwo.

Bałagan
Kiedy masz okazję pobyć tu nieco dłużej niż kilka dni, bez problemu zauważysz, że to nie sen, że tu naprawdę panuje w polityce większy bałagan niż w Polsce. Trudno sobie to wyobrazić, wiem. Taka jest jednak rzeczywistość. Malwersacje finansowe i wykluczenia z rodziny królewskiej, korupcja, masowe zwolnienia, rosnące bezrobocie (szczególnie wśród młodych), rzesze bezdomnych i tak dalej, i tak dalej… Część z wymienionych w poprzednim zdaniu problemów z pewnością brzmi znajomo, ale w Hiszpanii skala zjawiska jest dużo większa, a nawet jeśli nie dzieje się tak w każdym przypadku, to społeczne reakcje i tak są zdecydowanie bardziej żywiołowe. A mówimy przecież o stolicy. W regionach takich jak Andaluzja owoce politycznego bałaganu muszą być jeszcze bardziej widoczne. Uliczne manifestacje są już rutyną. Wychodząc z domu nie idę specjalnie polować na pochody, a mimo to napotykam je regularnie. Koniec końców, w porównaniu z Hiszpanią Polska jest, wierzcie mi, polityczną oazą spokoju. Aż strach pomyśleć, jak musi to obecnie wyglądać w Katalonii. Z czasem zaczynasz doceniać własny bałagan.

To nie jest odosobniony przypadek

                                                                         Dlatego nie jadam w makdonaldach

Kanikuły
W Hiszpanii bardzo podoba mi się podejście do edukacji, ponieważ Hiszpanie bardzo często, podobnie jak ja, zajmują się wszystkim oprócz studiowania.

– Jutro nie ma zajęć.
– Dlaczego?
– Bo strajk.
(x3)

***
– Jutro nie ma zajęć.
– Dlaczego?
– No bo Dzień Ojca, Świętego Józefa.
– To tak wolne w całej Hiszpanii?
– Nie, tylko w Madrycie, ale w innych regionach mają swoje święta kiedy indziej, więc tutaj zrobili wolne akurat w Świętego Józefa.

Ferie wielkanocne? U mnie trwają już od tygodnia, a jeszcze tydzień został do końca. Mi to oczywiście bardzo odpowiada, bo jako cudzoziemiec przebywający tu jedynie na wymianie studenckiej nie płacę za studia i mam czas na urządzanie sobie lokalnych wycieczek. Gdybym jednak był Hiszpanem, też miałbym tak jak oni poczucie, że wyrzucam pieniądze w błoto. Czy wychodziłbym na ulice? Być może. Nie jestem jednak stąd, a wolnym dniem nie pogardzę ani też go nie zmarnuję. Swoją drogą muszę przyznać, że jak na państwo, w którym religia z punktu widzenia historycznego jest tak drażliwym tematem, całkiem uroczyście obchodzi się tutaj Wielki Tydzień.
                                                                                    Nocna procesja w Wielki Czwartek

Soy Polaco
…czyli jestem Polakiem. Po wylądowaniu w Madrycie obiecałem sobie, że jak najbardziej będę dbał o wizerunek Polski w oczach Hiszpanów. Górnolotnie poprzysiągłem sobie, że udowodnię, iż nie tylko potrafimy pić wódkę i postaram się obalić stereotyp Polaka z „Pamiętników z Wakacji”. To naprawdę fajne uczucie, kiedy możesz pokazać „gospodarzowi”, że obcokrajowiec także może znać zarys historii jego kraju, mieć jakieś chociaż blade pojęcie o literaturze, mówić w jego języku i potrafić się zachować. Takie coś buduje obraz nacji w oczach drugiego człowieka. Mógłbym się podawać za Szweda czy Niemca i na wstępie być może cieszyć się większym szacunkiem, ale po co? Choć do szowinisty mi daleko, jeszcze nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby okłamać kogoś w kwestii mojej przynależności państwowej.

Drobiazgi
Na koniec kilka mniejszych rzeczy, które stanowią o przewadze Polaka w Hiszpanii nad samym Hiszpanem:

– Możesz pochwalić się, że nominał o wartości „5” w twoim kraju jest jeszcze monetą
– Kiedy czytasz po polsku książkę w metrze, czytasz literaturę w języku obcym
– Masz dziką satysfakcję, kiedy jesz kisiel, a twój współlokator nie ma bladego pojęcia, co to za wynalazek
– Możesz obgadywać Hiszpanów na głos

JB